no tak było nam dobrze razem w domu (przez cały maj do połowy czerwca) że dawałem znać. to krótko: co poniedziałek jeździliśmy na kontrolę i na dwie chemie w kroplówce. w pozostałe dni głównie... jadłem :)
steka wołowego, kiełbaski z grilla (czego ciocia Becia nie pochwala) 'wstępne' śniadania o 5 rano, Mamy faszerowane papryczki i Taty jajówy; słowem - buzia mi sie nie zamykała. na tym zdjęciu tez widac, że myślę "co by tu zjeść zaraz?".
po miesiącu kiedy wjechałem winda na oddział na kontrolę to złapałem sie za ten mój brzuchol i zawołałem do pani Ewy pielęgniarki "dzień dobry! szykujcie sale rodową". naprawdę wystawal mi jak Mamie przed przyjściem Stasia.
Ale to było w czerwcu i teraz jem jak dawniej /mało/ i dużo ćwiczę w warcaby; np z Becią w parku Zielonym koło szpitala. Uważajcie na mnie! jak się skupie to jestem naprawdę świetny!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz